Przeżyj niezapomniane wakacje na morzu.
Chorwacja i Grecja czekają!

09.06.2012 – 16.06.2012

 

Grans Soleil 45 (2004), s/y Matterhorn, nr. rejestracyjny 94 PŚ

  • Dzień zaokrętowania :    09.06.2012
  • Załoga : 5 osób
  • Port : Śibenik

Sobota :

Tym razem zarezerwowałem lot do Chorwacji. Przelot na trasie Poznań – Zadar w bardzo atrakcyjnej cenie 99 zł ( w jedną stronę). Przy tej cenia przeszło mi przez głowę pytanie: czy ten samolot będzie miał skrzydła ???
Miał i doleciał beż żadnych problemów. Linie OLT Express to przewoźnik godny polecenia !!!
Odebrała mnie załoga i po godzinie dojeżdżaliśmy już do Sibenika. Jacht czeka w naszej ulubionej marinie Mandalina. Prawdę mówiąc, to nie czeka, ale jest sprzątany. W tym czasie czas na popracowanie nad sobą (prysznic, posiłek, zimne piwo, relaks…). Przejęcie jachtu trwa chwilkę. Model z 2004 roku, ale warunki jak na 5 osobową załogę imponujące. Płyniemy wersją 3 kabinową z dwoma węzłami sanitarnymi.
Sobota to czas, który przeznaczony na wypoczynek po podróży (załoga dojechała samochodem). Ale postanawiamy wypłynąć. Sprawdzić jacht oraz odwiedzić Stare Miasto w Śibeniku. Załogę wysadzam z rufy a ja czekam na wodzie. Rzucam kotwicę i właśnie w tej chwili przekora natury daje znać o sobie. Rozwiewa się dość silnie. Kotwica odmawia współpracy i daje się włóczyć po dnie. Nie ma rady, trzeba się przestawić. Na umówiony sygnał płynę odebrać załogę i wracamy do mariny by bez dodatkowych opłat spędzić noc w komfortowych warunkach. Zmęczenie daje znać o sobie. Szkic rejsu zaplanujemy sobie w niedzielę. Dobrej nocy i do łóżeczek 🙂

 

Niedziela

No i zaczyna się kolejna przygoda.
Jest niedziela, ranek, chmury, wiatru co kot napłakał, prognozy mówią, że tak może być przez cały dzień. Nasza załoga to: ja jako skipper oraz dwie przesympatyczne pary Kuba z Sylwią i Tadeusz z Magdą. Po omówieniu warunków bezpieczeństwa i prezentacji mechanizmów jachtowych wypływamy.
Jest niedziela, czyli dwa dni po tym feralnym meczu. To ważny element naszego rejsu. Chorwaci też walczą na polskich arenach i atmosfera tak jak u nas. Wszystko w biało – czerwona kratę. Gdyby wymieszać naszych i chorwackich kibiców, trudno by było rozróżnić , kto jest kto? A właśnie dziś wieczorem mecz Chorwacja – Irlandia. Będzie się działo !!!!!
Z tego powodu postój planujemy w Primośtenie. Przepiękne miejsce oraz pewność, że będzie mnustwo kibiców. Na wybór Primośtenu wpływ ma też zapowiedź słabych wiatrów. Lepiej dostojnie dopłynąć do portu pod żaglami niż „terkotać” kataryną przez pół dnia. W kanale Św. Ante zwiedzamy dawną bazę okrętów podwodnych a następnie twierdzę Św. Nikola, unikalne arcydzieło budownictwa obronnego. W tak licznie odwiedzanym miejscu aż dziw, że twierdza jeszcze nie została zagospodarowane turystycznie i ciągle można ją podziwiać w stanie zbliżonym do tego sprzed wieków.
Na morzu jest jednak trochę wiatru. Stawiamy żagle, bajdewind prawego halsu. Z prędkością dochodzącą do 4w płyniemy do wyznaczonego celu. Niewielka ilość chłodnego piwa ( z lodówki) oraz butelka wyśmienitego, powitalnego, chorwackiego wina uprzyjemnia nam czas. Słonko przysłonięte chmurkami jest, jak się okaże wieczorem, zdradliwe. Woda ma ok. 22 st, czyli czas na kąpiele.
Rzucamy kotwicę w pobliżu Primostenu a po kąpieli i „zdobyciu” kamienistej wysepki przy której stanęliśmy płyniemy na silniku do portu. Kotwiczymy na kotwicowisku w pobliżu starego miasta. Ponton z silnikiem zapewnia nam wygodną komunikację z brzegiem. Obiad w uroczej knajpce z tarasem. Specjalnie dla nas właściciel wynosi na zewnątrz telewizor. Pierwszy mecz to Włochy – Hiszpania. Kibicując Chorwacji, najlepszym wynikiem będzie remis i tak właśnie kończy się spotkanie. Spacer po uroczych uliczkach, zakupy na miejscowym targowisku. Wieczorne kibicowanie w „biało/czerwonej” knajpce.

To było widowisko, choć chyba jednak ta druga bramka dla Chorwatów, to ewidentny spalony. Trochę średnio z tym sędziowaniem na mistrzostwach. Teraz kolej na naszych chłopców. We wtorek kolejny „mecz o wszystko” 🙂

 

Poniedziałek

Dziś w planie Trogir. Ale stajemy w pobliskim porcie w Okrugu. Dziś dzień minął pod znakiem relaksu. A wieczór spędzimy w zaprzyjaźnionej restauracji. Auto przyjedzie po nas za 40 minut, zatem do jutra !!!

U Roberta, jak zawsze, było super. Prawdziwa dalmatyńska uczta. Prśut, sery, oliwki, mule, peka mięsna, ryby z rusztu, sałatki, fritule, wino, rakija, napoje – wyśmienite smaki. Żałujcie, że Was z nami nie było:)))) Jest już wtorek. Za chwilę mecz Grecja – Czesi. Czyli nic więcej teraz nie napiszę. A do opowiedzienia mam fajny żeglarski dzień. Wiało do 6B.  Polska  Polska  Polska   Polska, Biało Czerwoni……

Wtorek

No i wieczorny mecz przyćmił wszystkie inne wydarzenia. Cudownie chłopaki grali i trzymamy kciuki. Przed nami jeszcze tylko jedna przeszkoda a potem to juz tylko ścieżka do finału. Wg mnie poza „polską” grupą, prawie żadna z drużyn nie pokazała jeszcze ciekawego futbolu. Jedynie Chorwaci. Czyli może taki finał?  Tylko żeby nie zapeszyć. A wracając do naszej codzienności to wypada coś na temat wczorajszego dnia napisać. To przecież jednak nasz dziennik jachtowy. Zgodnie z prognozą wiało jugo. Siła do 6B. Płynęliśmy z Trogiru do Milnej, czyli po osłoniętych wodach. Nasz Matterhorn znakomicie sobie radził w takich warunkach. Lekko zarefowany włynął z prędkością dochodzącą do 8w. Dla załogi, będącej ( w większości) po raz pierwszy na jachcie, to było ekscytujące doznanie. Do Milnej wchodziliśmy ok 17:00, czyli dokładnie tak jak zaplanowaliśmy. Tu w MIlnej jest do wyboru wiele opcji postoju. Można po prosyu w marinie (najdrożej), można na kotwicy (bez opłat), można przy przetwórni rybnej (po uzgodnieniu przy dobrym piwie) lub przy nabrzeżu miejskim w cenie stanowiącej 50% ceny Mariny. Ostatecznie decydujemy się na nabrzeże miejskie. W cenie mamy prąd i wodę jako gratisy. Stoimy przy zaprzyjaźnionej lodziarni. Obok jachtu kafejka z telewizorami a to w tych okolicznościach bardzo ważne 🙂 Zegar odlicza minuty, Czesi pokonują Grecję, my zjadamy pizzę i zaczęło się. Ale to już sami widzieliście.

Środa

Środowy poranek.  Ale ten przeskok nie wynika z tego, że nie pamiętamy co było dalej. Nasza załoga jest naprawdę umiarkowana w kwestii trunków różnego rodzaju. Dość szybki sen spowodowały słonko, wiatr i emocje. Piękne słonko dociera do portu dopiero ok. 08:00, załoga zasłużyła na dłuższy odpoczynek. Szczególnie Kuba i Tadeusz byli zafascynowani wiatrem, woda i żaglami. Ale Magda i Sylwia też znalazły dla siebie miejsce na jachcie. Dziś zaplanowaliśmy dzień trochę inny, niż poprzednie. Popłyniemy tylko do Starego Grada na wyspie Hvar. Prognoza mówi o umiarkowanym wietrze (do 4B). Poczętkowo bajdewind, skręcający w prawo aż do baksztagu. To jest szybki „przeskok” z wyspy Brać na wyspę Hvar. Dopłyniemy ok 14 tej. Cała załoga ma ochotę wypożyczyć tam skutery i zwiedzić „Lawendową Wyspę”. Na wodzie panuje dziś wielki ruch. Mnóstwo jachtów żaglowych, promy pasażersko – samochodowe oraz statki turystyczne, zmuszają do  wzmożonej obserwacji i czujności. Zapowiedzi wiatrowe się sprawdziły i planowo stajemy na boi. Tuż za nami przypływa flotylla jachtów oznaczonych jednakowymi proporcami. To jakaś firmowa impreza. My na boi a oni staja kolejno przy nabrzeżu na mooringach. Prawie wszystkie….  Jeden z jachtów traci sterowność i dryfuje w naszym kierunku. Ich skipper podejmuje decyzję rzucenia kotwicy. Dobrze, że zachował zimną krew. Dryf jachtu udaje się powstrzymać, ale to „zatrzymanie” wypada akurat w miejscu gdzie my stoimy. W ruch idą największe odbijacze. Sytuacja opanowana, ale dla załogi Oceanisa, mającego kłopoty, opanowana nie znaczy wygodna. Cała załoga chroni swoją burtę, którą stara się „zaatakować” nasza kotwica. Ale dają radę. Anglojęzyczny skipper tłumaczy, że ma awarię silnika. Silnik stanął i nie reaguje na próby odpalenia. W trakcie ich manewrów faktycznie jeden załogant wyskoczył w masce do wody i coś sprawdzał pod jachtem. Śruba „czysta”, czyli nic się nie wkręciło. Po chwili na pontonie podpływa dwóch facecików i ich ekipy. Sprawdzają motor i …… odpalają za pierwszym razem. Nie ma żadnych strat, było trochę emocji, czas na ląd po skutery. Pontonem przeprawiamy się na ląd i odnajdujemy dwie wypożyczalnie skuterów. Siesta !!!!! Jest 14:30 a informacja mówi, że zaczną pracować od 16:00. To trochę nam komplikuje plany, ponieważ planujemy nocne pływanie na wyspę Vis. Pierwsza firma , do której dzwonimy, nie jest nami zainteresowana. Trwa siesta i nikogo do pracy (wydania dwóch skuterów) nie znajdą. Ale druga firma jest bardziej elastyczna. Po kilku minutach przychodzi sympatyczny Chorwat. Uzgodnienia, opłata i pojechali w nieznane. Ja zostałem, zjadłem pyszne lody i czekam teraz na jachcie.

Cdn …..

Środa / Czwartek

Duńczycy polegli jednak z Portugalią, Holandia prawie bez walki oddała mecz Niemcom a my szykujemy się do nocnego przelotu. Tu w Starim Gradzie cichutko i spokojnie, ale prognoza żeglarska mówi o dość żwawym wietrze na morzu. Wg informacji uzyskanych przez Internet wieje ok. 5B (N). Wypływamy na silniku. Płyniemy na spotkanie tego wiatru. Płyniemy, płyniemy, płyniemy …. I nic. Wreszcie na wysokości przylądka Pelegrin Pojawie się wiatr. Ale północny, czyli inny niż zapowiadany. Na samym foku robimy ok. 6w. W pobliżu wyspy Vis słabnie. Teraz nasza prędkość, już z kompletem żagli to 3w – 4w. Noc była przecudowna. Tyle gwiazd i tak widocznej Drogi Mlecznej nigdy w Polsce nie widać. Czystość powietrza i brak świateł miast stwarza doskonałe warunki do nocnych obserwacji. Z układu wacht wyniknęło, że tylko Jakub i ja mieliśmy okazję zobaczyć to zjawisko. Tadek załapał się na wschód słońca. No i cały czas czekamy na delfiny. Są obiecane a czasu coraz mniej. Szybko mijają tu dni.

Są delfiny, cała rodzina. Pływają przy jachcie i nas oglądają 🙂

 

Czwartek

Na wyspę Bishevo dopłynęliśmy ok 09:00. O tej porze roku to juz dobra godzina by pontonem wpłynąć do Błękitnej Groty. Facecik sprzedajacy wejściówki już jest na posterunku. Niestetu znów drożej niż przed rokiem – 40 kn /os. Trochę drogo, ale warto.

Kolejny przystanek to Zielona Grota. Mniej znana ale równie ciekawa. Tu można tez poskakać do wody z wysokości ok. 10 m. Na tych grotach mija nam praktycznie cały dzień. Do urokliwego portu w Komiży wpływamy już po 18:00. Mecz Chorwacja – Włochy już trwa. Okrzyki rozemocjonowanych kibiców wskazują na 1:0 dla Włochów. Ale ja wierzę, że „nasi” sobie poradzą. Druga połowę oglądam już w zaprzyjaźnionej knajpce. Są Chorwaci, Rosjanie, Anglicy no i ja. Wynik 1:1 cieszy, choć mogło by być lepiej. Finał Polska – Chorwacja, coraz bliżej !!!

Piątek

Poprzednia noc wycisnęła swoje piętno na całej załodze. Spokój i cisza trwają do 10:00. Dopiero o tej godzinie jacht ożywa. Jeszcze wyprawa pontonem w celu uzupełnienia zapasów, śniadanie i w drogę powrotną. Do przepłynięcia mamy ok 60 mil. Prognoza mówi o przeciwnych wiatrach. Zapowiada się, że do Mandaliny (marina Sibenik) dotrzemy ok. północy. Trochę szkoda, że tak późno, ponieważ stracimy fajną imprezkę pożegnalną w marinie. W każdy piątek gra tam dobry zespół. Zabawa trwa do północy. Miły akcent na zakończenie rejsu. Oddajemy cumy i wypływamy. Wieje umiarkowana 4ka. Prawym halsem wychodzimy w morze szukać lepszego wiatru. Pierwszy dobry znak: wiatr odkręca w lewo. Po 40 minutach możemy robić zwrot i nasz kurs po zwrocie prowadzi prosto do Sibenika. Wiatr tężeje do 6B a jacht dzielnie pruje morze z prędkością dochodzącą do 8w. Dla chłopaków to ekscytująca „jazda”. Tadziu i Kuba dobrze sobie radzą w tych warunkach. Ok 18:30 jesteśmy już blisko wejścia do kanału. Nagle okrzyk Sylwii :  delfiny !!!!  No i mamy kolejne spotkanie. Tym razem cudownie się bawią. To rodzinka z małymi. Popisują się wyskakując z wody, robią stójki (pierwszy raz widzę coś takiego na żywo). Chorwaci przepływający nieopodal wiwatują i bija brawo. Chorwacja nas żegna . Jeszcze wizyta na stacji benzynowej. Na jachtach wskaźniki zużycia paliwa nie są dokładne i wizyta przy „pompie” to zawsze wielka niewiadoma. A my płyniemy przecież ciężkim, dużym jachtem. Może zaboleć. Ja w duchu myślę, że wyjdzie ok 700 kn, ale na wszelki wypadek mówię, że 800 powinno wystarczyć. Podpływamy do nabrzeża przyciągając uwagę miejscowych Chorwatów. Jacht , przy cumowaniu obsługują „nasze” dziewczyny i to one spowodowały, że gra w karty została przerwana. Pistolet w baku, lejemy, lejemy i ……. koniec. Odbija przy 30 litrach. To zaledwie 310 kn. Jeszcze trzy próby dolewki, ale odbija za każdym razem. Uratowane ok 500 kuna, miłe zaskoczenie. A miał ten silnik spalać 5l/h. Przy oszczędnych obrotach do 2000 spalił dużo mniej. Cumujemy w marinie. Prysznic i ostatni wspólny obiad w knajpce „Blue Frog”. Wyjatkowo, tego wieczoru gra nie ten zespół co zawsze. Występują Jośko i Renia. To przyjaciele naszej Przyjaciółki Zosi, która specjalnie przyjeżdża ze swoim chorwackim mężem Vedranem na spotkanie z nimi i ze mną. Miły wieczór.

Sobota

To już koniec naszej przygody. najgorszy dzień. Nie lubię tych sobotnich pożegnań. Przez tydzień byliśmy „jedną rodziną” a teraz się rozjeżdżamy i nie wiadomo kiedy i czy? jeszcze spotkamy.

Szerokiej i spokojnej drogi !!!!

Laguna Krzysztof Zaręba
Grota Roweckiego 2 lok. 56
09-410 Płock
woj. mazowieckie

Tel. +48 501 263 371

Zawsze: 10:00 - 18:00

lagunatour@poczta.onet.pl

NIP: PL7741435806
Prześlij do nas zapytanie

Czartery jachtów w Chorwacji

Oferujemy czarter jachtów w Chorwacji, zapewniając naszym Klientom możliwość pływania po wyjątkowo czystych wodach tego kraju i poznawanie jego kultury.

Czartery jachtów w Grecji

Polecamy czarter jachtów w Grecji - wypoczynek na piaszczystych plażach i w krystalicznie czystej wodzie spełni oczekiwania każdego wymagającego wczasowicza.

Rejsy w Chorwacji

Wybierając rejs po wodach Chorwacji, będziesz mógł wypocząć jak nigdy dotąd. Zapewniamy komfort i bezpieczeństwo oraz ofertę dopasowaną do Twoich potrzeb.