Przeżyj niezapomniane wakacje na morzu.
Chorwacja i Grecja czekają!

Relacja z rejsu turystycznego

Relacja z rejsu / Elan 384 Impression (2007), s/y Nemo

  • Dzień zaokrętowania :    17.03.2012
  • Załoga : 8 osób
  • Port : Śibenik

Sobota

W marcu dojazd do Chorwacji to bardzo przyjemna przejażdżka. Autostrady puste, za dnia piękne słonko a w nocy miliony gwiazd.
W marinie „Mandalina” w Śibeniku jesteśmy ok 9-tej. Podstawowe zakupy zrobiliśmy w Polsce, jacht przygotowany, lista załogi sporządzona. Pozostało tylko kupić świeży chleb i…… poczekać na ostatniego członka załogi.
Wieje umiarkowane jugo, temperatura 20 st.C. Aż szkoda czekać. Umawiamy się, że wypływamy a Jacek dojedzie do nas do Primośtenu. Jest okazja sprawdzić żagle. Na morzu 4-5 B. Morze jeszcze spokojne, fala ok 0,8 m. Jacht sprawuje się dobrze, lekko zarefowane żagle pozwalają na osiągi do 7w.
Jeszcze za dnia wpływamy do portu miejskiego w Primośtenie.
Gdy przed kilkoma sezonami zapoczątkowaliśmy marcowe, „komercyjne” pływanie po Adriatyku, przez cały tydzień nie udawało nam się spotkać innego jachtu. Przez kolejne sezony obserwowaliśmy, że sytuacja zmienia się na lepsze. Dziś w trakcie tego krótkiego etapu spotkaliśmy jacht płynący przeciwnym kursem oraz zaobserwowaliśmy dwa jachty w oddali. Do portu wpływaliśmy w towarzystwie Bavarii 46 z międzynarodową załogą. Marzec robi się popularny.
O tej porze roku nikt nie zbiera opłat za postój. Nie ma prądu i wody ale to normalne. Nikt się nas tu nie spodziewał. Musimy znaleźć, kto z miejscowych jest odpowiedzialny za wodę i prąd, by nam te media uruchomił.

Niedziela

W nocy rozwiało się do 6-7 B. Obudziło nas piękne słonko. Rozwiewa się coraz bardziej. Wiatr ustabilizował się na 8B. Stoimy w porcie na podwójnych mooringach i zdublowanych cumach. Na rufowe siedziska w kokpicie, które są jednocześnie klapami bakist i nie maja zabezpieczenia przed otwarciem, musimy położyć coś ciężkiego. Wiatr je podrywa i tłuką niemiłosiernie. Atrakcją dnia jest miejscowa winiarnia. Właściciel „rozbiera” właśnie prosiaka i wszędzie porozkładane jest porcjowane mięso. Okazuje się, że te porcje przygotowane są dla ludzi wychodzących niebawem z kościoła. Nas ugoszczono wyśmienitym winem. zarówno bielo jak i crno wino są rewelacyjne. Decydujemy się zostać i osuszyć miejscowe zapasy. Do wina przepyszne skawarki (jeszcze ciepłe) i świeży chleb. Ta forma jachtingu też się wszystkim podoba:)).  W międzyczasie wiatr słabnie do 6B. Płyniemy dalej. Nie planujemy długiego przelotu. Naszym celem jest Zlarin. Fala ok 1,5 m, przyjemny baklsztag. Wieczorkiem rzucamy cumy. Tu też woda i prąd jeszcze nie są dostępne. Miejscowy opiekun portu włącza nam prąd, ale z wodą jest problem. Zimą popękały rury wodociągowe i awaria jest jeszcze usuwana. Takie opady śniegu ostatnio wystąpiły w 1963 roku !!! Wszystkie instalacje portowe  ruszą od kwietnia. Pobieranie opłat portowych też. My stoimy gratis i to bardzo nam się podoba.

Poniedziałek

Śniadanie na wodzie i wizyta w Mandalinie (woda). Ok. 11:00 oddajemy cumy i obieramy kurs na Biograd. Wieje przyjemna 5ka. Cały czas jugo, czyli spokojnie i bez halsowania. Płyniemy w towarzystwie zaprzyjaźnionego Oceanisa 50. Wspólnie postanawiamy stanąć tym razem w marinie „Kornati”. Niestety nie ma żadnych zniżek przedsezonowych, ale decydujemy się na postój. W Biogradzie mamy zaprzyjaźnioną winiarnię prowadzona przes sympatycznego Rade. Miejsce cenione przez miejscowych. Wino, rakija, karty, śpiew. W tą grę w jaką grają Chorwaci my grać nie umiemy, ale wino, rakija i śpiew to nam świetnie wychodzi. My proponujemy „kolejkę”, Oni proponują „kolejkę” nam. I tak przez kilka godzin. Szampańska zabawa.  Co dobre jednak musi się kiedyś skończyć. Trzeba wracać. Postanawiamy wrócić przez stare miasto. Jest już dość późno i wszystko pozamykane. Aleeeeee….. słychać jakieś dalmatyńskie dźwięki. Dochodzą zza zielonych drzwi. Bogusia oczywiście zagląda i …. cała nasza dzielna czwórka (reszta załogi już na jachcie) zostaje wciągnięta w „czarną dziurę”. To miejscowa klapa, czyli męski chór, ćwiczy sobie dalmatyńskie melodie. Specjalnie dla Bogusi pięknie śpiewają „Rozu Crvenu”. Nie wiem o której dotarliśmy na jacht:))

Ciąg dalszy poniedziałku jednak nastąpił:)))  Oto relacja Jacka :

Powrót  załogi odbył się dwuetapowo-krótkodystansowcy wrócili wcześniej, twardziele znacznie, znacznie później. Aby uściślić,  to „później” odnosi się jedynie do terminu powrotu krótkodystansowców, gdyż twardziele wrócili wcześnie za dnia. Humory były takie, że określenie: ”szampańskie”  daje jedynie blade pojęcie  o ekspresji wyrażania zachwytów ze wspaniałego samopoczucia, wdzięczności i podziwu dla gościnności Chorwatów i w ogóle z radości życia i bycia na rejsie. Niezwłocznie też zaczęli usilne próby z użyciem przeróżnych środków werbalnych i manualnych (poprzestańmy jedynie na tych dwóch narzędziach perswazji) do zarażenia swym szczęściem i zorganizowania ciągu dalszego wspaniałego wieczoru tak krótkodystansowców, którzy w międzyczasie posnęli jak i tych, którzy nie brali udziału w wieczornych bachanaliach.  Jednakże mur niezrozumienia  i  niechęci  oraz opór czynny napastowanych (odpędzanie ścierką ) zniechęcił wreszcie będących w euforii  smakoszy przysmaków chorwackich, zjedli trochę śledzi i porozłazili się po swoich miejscach spoczynku. Nieco wymiętoszeni  przez nich pozostali członkowie załogi odczuli wielką ulgę i mogli porozkoszować się przed powtórnym zaśnięciem błogą ciszą.

Wtorek

Wtorkowy  poranek przebiegał w atmosferze skupienia i powagi.  Uczestnicy biesiady wieczorno-nocno-świtowej zachowywali się z godnością. Słowa były wypowiadane wolno,  ruchy były wykonywane z namysłem  i również niezbyt szybko. Atmosfera zabawy i beztroski ulotniła się gdzieś, na rzecz wyraźnie odczuwalnego poczucia obowiązku. Pozostało jeszcze udać się z wizytą na barkę Ence – sympatycznego Chorwata, poznanego poprzedniego wieczora. Zadzwonił rano, ponowił zaproszenie i kapitan wraz małżonką udali się do Ence  zadość czyniąc obowiązkowi towarzyskiemu. Następnie zwiedzili rynek w Biogradzie napotykając niezwykle ciekawy, jak podkreślała żona kapitana –  Bogusia –  sklep z zabitymi świniami. W sklepie, w którym sprzedawano nieżywe świnie, szczególnie spodobał się Bogusi łeb świni. Oddzielony od tułowia leżał w przeszklonej gablocie. Powstała dokumentacja fotograficzna.
Wyjście z mariny zaplanowane na godzinę 11:30 przesunęło się nieco, lecz wkrótce po godzinie 12-tej wypłynęliśmy na silniku z portu. Z każdą minutą załoga nabierała werwy, postawiliśmy żagle i pożeglowaliśmy w kierunku cieśniny Prolaz Mala Proversa.  W trakcie żeglugi kapitan, aby zdyscyplinować i równocześnie podnieść kwalifikacje załogi,  przeprowadził szkolenie „człowiek za burtą”.  Następnie stanęliśmy w dryf i zjedli obiad przygotowany przez Mirka S. i Krzyśka C., którzy tego dnia mieli wachtę kambuzową.  Obaj mając jeszcze w uszach chorwackie melodie, a w żołądkach niepokój, stanęli na wysokości zadania i spreparowali smaczne śniadanie a następnie wyśmienity obiad. Gderali przy tym trochę ale nikt się tym nie przejmował. Przy północno-zachodnim wietrze wiejącym z prędkością 8-10 m/sek.  pohalsowalismy  bejdewindem z prędkością  3,5 – 6,8 Węzła.  Dzielny sternik Andrzej z precyzją wykonywał zwroty przez sztag.  Po wykonaniu  16 halsów zwinęliśmy żagle i stanęliśmy na nocleg w Prolaz Mala Proversa.
Kolacja przygotowana również przez wyżej wymienioną , kulinarnie utalentowaną dwójkę kolegów z wojska, tym razem już nie gderających, usatysfakcjonowała wszystkich. Wieczór pod pewnym względem przypominał wieczór poprzedni. Mianowicie miał część artystyczną w postaci koncertu kapitana. Kapitan akompaniując sobie na gitarze odśpiewał kilkanaście dawnych przebojów. Zrobiło się romantycznie i nostalgicznie.  Powoli senność i wrażenia dnia przerzedzały słuchaczy koncertu kapitana i wreszcie jacht zasnął.

Środa

Przebudziło nas piękne słonko. Nigdy chyba nie przestanie mnie zadziwiać przejrzystość wody w Adriatyku.  Miejsce jest urocze. W sezonie funkcjonuje tu przytulna Konoba. Teraz wszystko pozamykane.  Przedpołudnie upłynęło pod znakiem leniuchowania  i oczekiwania na wiatr. Ten tymczasem uparł się, że nie powieje. Po śniadaniu przygotowanym przez pełniących obowiązki kambuzowe Bogusię i piszącego te słowa wypłynęliśmy na otwarty Adriatyk w nadziei na jakikolwiek powiew.  Niestety nie powiało, czyli dzień na silniku. W planie miejscowość Bożawa na Długim Otoku. Po drodze zatoka Sakarun, na kąpiel. Płynąc wzdłuż  Długiego Otoka podziwiamy najwyższe w Chorwacji klify Parku Narodowego Telaścica.  Trwają prace w kambuzie. Dziś na obiad kapuśniak, ćevapcici z ryżem i sałatą a na deser budyń waniliowy. Zapachy dobiegające z wnętrza jachtu rozbudzają apetyty. Jako przekąskę podajemy deskę serów chorwackich, prśut, suszoną kiełbaskę z naszego domowego kaloryfera, świeży chlebek, oliwki no i oczywiście wino. Załoga uratowana. Nikt nie „zszedł” z głodu i wszyscy dotrwali do obiadu. Na kąpielisku spotkaliśmy sympatycznych Czechów na Bavarii 44. Trochę się „rozrzedzili” męskimi trunkami. Przyjaciele z południa proponują nam, by zostać w ich towarzystwie na noc, ale płyniemy dalej. W miejscowości Bożevo jest wszystko – prąd , woda, sklep spożywczy, przyjaźni mieszkańcy. Na brzegu dwóch wędkarzy próbuje złowić jakąś rybę. Ostatecznie kończy się na dwóch kalmarach i zaproszeniu nas na poranną rakiję. Wieczór mija nam na szwędaniu się po wiosce a potem na przygotowaniu kolacji. Wieczorne rozmowy przy miejscowej brendy z Badela, trochę muzyki , projekcja slajdów i filmów z rejsu. Na każdym kroku wiodącym elementem krajobrazu jest niestrudzona Bogusia. Jest wszędzie – radosna i zwariowana. Bogusia do tej pory nie uczestniczyła w marcowych wyprawach, ale już zapowiedziała, że od tego rejsu rezerwuje koję na kolejne marcowe rejsy. A jeśli już padło słowo koja, to kończę ten opis na tym, że poszliśmy grzecznie spać by nabierać sił na kolejny emocjonujący dzień.

Czwartek

Sklep działa. Zapasy uzupełnione. Czyli poranna kawa, śniadanie i wycieczka do miasteczka. Wędkarzy, z którymi jesteśmy umówieni na rakijkę, zastajemy w trakcie prac porządkowych przy domu. Przyjechali we dwóch uporządkować dom, łowić ryby i cieszyć się spokojem panującym w Bożevie. Po prezentacji imponującego domu, gdzie poza pomieszczeniami właścicieli znajdują się też dwa apartamenty dla wakacyjnych gości, siadamy na słonecznym tarasie. Chorwaci opowiadają o życiu w Chorwacji, o bałkańskich nacjonalizmach o zaletach i uciążliwościach życia na wyspach. Zalety to niskie podatki i opłaty, zniżki na promy i spokój. Jako wadę wspominają utrudnienia w dostępie do pomocy medycznej. W przypadku ciężkiego zachorowania nie można liczyć na szybką pomoc. Z domowej piwniczki gospodarz przynosi swoje skarby: lozę, travaricę oraz rekiję od oreha. Smakują wyśmienicie. Pojawiają się kolejni goście. Dwoje starszych ludzi: kobieta i mężczyzna. Okazuje się, że to osiadły w Chorwacji Amerykanin z żoną. Ma problem: jest myśliwym i w czasie polowania został skontrolowany przez policjantów. Okazało się, że nie posiada certyfikowanego sejfu na broń myśliwską i amunicję. Znając miejscowe realia, nie poniesie w związku z tym żadnej kary, ale sejf trzeba będzie kupić. Było miło, ale czas wracać na jacht. Dziś jesteśmy umówieni w zatoce Soline. Tam nasze dwie załogi umówiły się na hrvatsku većeru. Inicjatorem wieczornej biesiady jest Mirek. Uzgadnia wszystko ze swoim chorwackim znajomym. Właściciele knajpki zrobią zakupy, przypłyną na wyspę Paśman i przygotują wszystko na wieczór : grillowane ryby i  mięso oraz dodatki tradycyjnej dalmatyńskiej kuchni. Zasiadamy do stołów w dwie załogi, razem 16 osób i zaczęła się biesiada nietypowa z wielu względów. Nietypowa dla Chorwatów bo sporo przed sezonem , dla nas ze względu na okoliczności, miejsce, rodzaj potraw i napojów. Potrawy i atmosfera były świetne, napoje przednie i gdyby nie obniżająca się temperatura, odczuwalna w „namiocie” biesiadnym, trwałaby pewnie znacznie dłużej. Może jednak jej przedłużenie nie wyszłoby

nam na zdrowie gdyż na jachty trzeba było wracać malutkimi pontonami. Po powrocie na jacht nastąpił ciąg dalszy, niejako aneks do biesiady poprzedniej. Sielankę zakłócił niestety jeden niezdyscyplinowany kolega, który pomimo próśb i napomnień kapitana wyrzucił niedopałek papierosa do morza. Była to recydywa więc kapitan, człowiek spokojny i  zrównoważony, którego nikt wcześniej nie widział zdenerwowanego nie wytrzymał i obsztorcował winowajcę. Sprawę pogarszał fakt, iż palacz –  śmieciarz, zamiast wyrazić skruchę, przeprosić i obiecać poprawę, zaczął bagatelizować zdarzenie dając do zrozumienia, iż cała sprawa to jedynie jakaś nagonka  i fanaberia kapitana. Używał przy tym argumentacji tak osobliwej, że śmiało można polecić go jako natchnienie  dla wszystkich tekściarzy kabaretów piszących w stylu „pur nonsense”.  Kapitan był nieugięty, winowajca pomilczał chwilę,  buraczkowy na licach wstał od stołu i poszedł spać.  Morał z tego taki dla wszystkich pływających z kapitanem Krzysztofem , jeżeli chodzi o ochronę środowiska i związane z tym zasady, żadne kompromisy i patrzenie przez palce na podobne ekscesy, nie wchodzą w grę.

Piątek

Obudził nas plusk. Wielka ryba???  nie, to Andrzej wskoczył do lazurowej, rześkiej wody. Czyli nastał nowy dzień. Po śniadaniu przeprawiamy się raz jeszcze do namiotu by zawiesić tam naszą firmową banderkę. Niech nas reklamuje. Po oddaniu cumy zostajemy jednak jeszcze godzinę w przyjaznej zatoce. Załoga ćwiczy podejścia na silniku do boi. Dziś planujemy powrót do mariny w Śibeniku. Jutro powrót do domu:(  Wreszcie pojawia się lekki powiew wiatru. Stawiamy żagle i pędzimy z szybkością ok 3,5 w. Przed nam Vrgada. Ciekawa, lecz rzadko odwiedzana wyspa i miasteczko. Zapada decyzja – postój na kawę. Cumujemy przy główce mola, obok czerwonej latarni. Głębokość 2,3 m. Sprawdzamy tabelę pływów. Jest właśnie czas niskiej wody, czyli te 30 cm pod kilem wystarczy. Tak naprawdę nie spodziewaliśmy się otwartej kawiarni o tej porze roku. Jednak znajdujemy jedną działającą. Jest też sklep, gdzie uzupełniamy braki kambuzowe. Miło popijać cappucino w takich okolicznościach przyrody. W wiosce dzieci i ludzie starsi. Młodzieży nie widać. Od przechodzącej obok mieszkanki dowiadujemy się, że w tutejszym kościele mają polskiego księdza. Okazuje się, że mieszka nieopodal. Warto odwiedzić polskiego kapłana w tym odludnym miejscu. Ksiądz Andrzej jest zaskoczony i ucieszony z naszych odwiedzin. Zaprasza naszą gromadkę do siebie, proponuje kawę, wino i słodycze. Za kawę dziękujemy ale wina i słodyczy nie odmawiamy. Ksiądz Andrzej przynosi jeszcze własne, świetnie wysuszone smokwy (figi). Zaspakaja naszą ciekawość. Sporo dowiadujemy się o jego „podopiecznych”, opowiada jak trafił do Chorwacji. Najpierw na kilka lat na wyspę Iż a następnie tu do Vrgady. Bardzo ciekawe spotkanie. Dostajemy upominki, pstrykamy wspólne zdjęcie i zadowoleni wracamy na jacht. Po wietrze zostało tylko wspomnienie. Czyli pozostaje powrót na silniku. Do mariny wpływamy ok. 20:45. Precyzyjny manewr „parkowania” kończy rejs. Ostatnia noc na jachcie a jutro powrót do Polski.

Sobota

Chyba nikt nie przepada za sobotnim rozgardiaszem. Najchętniej popłynęlibyśmy dalej, ale obowiązki wzywają do kraju. Nurek już sprawdził jacht, pozostało tylko oficjalne zdanie jachtu i w drogę.

Pozdrawiamy wszystkich Przyjaciół obserwujących nasze morskie przygody i zapraszamy na pokłady naszych jachtów.

Załoga:

Krzysztof, Bogusia, Mirek, Jacek, Mirek, Krzysztof, Robert, Andrzej

…………………………………………………………………………………………….

Wyokrętowanie:  marina Mandalina w Śibeniku, 24.03.2012

Laguna Krzysztof Zaręba
Grota Roweckiego 2 lok. 56
09-410 Płock
woj. mazowieckie

Tel. +48 501 263 371

Zawsze: 10:00 - 18:00

lagunatour@poczta.onet.pl

NIP: PL7741435806
Znajdź: jachty, rejsy, szkolenia

Czartery jachtów w Chorwacji

Oferujemy czarter jachtów w Chorwacji, zapewniając naszym Klientom możliwość pływania po wyjątkowo czystych wodach tego kraju i poznawanie jego kultury.

Czartery jachtów w Grecji

Polecamy czarter jachtów w Grecji. Wypoczynek w sąsiedztwie piaszczystych plaż, na krystalicznie czystej wodzie, spełni oczekiwania każdego wymagającego żeglarza.

Rejsy w Chorwacji

Wybierając adriatycki rejs w Chorwacji, będziesz mógł przeżyć wspaniałą przygodę i wypocząć jak nigdy dotąd. Zapewniamy komfort, bezpieczeństwo, polskiego skippera. Ofertę dopasowaną do Twoich potrzeb.